od naszego Kolegi, polskiego emigranta politycznego w Akwizgranie, Kazimierza Biskupka z Katowic, uzyskałem Pański adres internetowy i chciabym tą drogą zapytać, czy Statut kierowanego przez Pana Związku Więźniów Politycznych przewiduje możliwość przystąpienia do Związku syna więźnia politycznego w PRL-u? Wyjaśniam, że urodziłem się w Czeladzi, wtedy województwo Stalinogród, obecnie Sląskie 24 grudnia 1953 roku w rodzinie narodowości polskiej. Ojciec mój, Władysław Kosiewski urodził się 6 października 1926 roku we wsi Pełty na Kurpiach jako syn Jana i Franciszki z domu Kordek. Ojciec mój jako sierota i dziecko zatrudniony został do wykonywania niewolniczej pracy rolnej na zlecenie Arbeitsamt Ortelsburg/ Ost-Preußen (Szczytno) od wiosny 1940 r. do 1945 r. (u Bauerów: Fydrych, Motzek (Mocek?), Patz. W 1945 roku ojciec mój został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego za jakiś pistolet, który podobno u niego znaleziono. Był torturowany, a następnie skazany przez żydokomunistyczny sąd i osadzony we więzieniu.
Pisałem o tym 13.01.2006 roku w liście do premiera Kazimierza Marcinkiewicza, w którym z przykrością zauważałem, że wielkiem błędem było przekazanie w Polsce 500 milionów niemieckich marek w ręce osobników żydowskiego pochodzenia, by rozdzielali je Polakom, szczególnie poszkodowanym ofiarom prześladowań nazistowskich. Ojciec mój złożył w stosownym czasie odpowiedni wniosek w Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie, są dokumenty potwierdzające tę okoliczność, a do śmierci nie został potraktowany tak jak powinien, gdyż Prezesi fundacji, której powierzono w Polsce wykonanie tego zadania, (Sułek i Paryski) wykorzystali zajmowane stanowisko do przelania z tej sumy do swoich prywatnych kieszeni, pierwszy 70 tys. złotych, drugi 100 tys. złotych. Kancelaria premiera Kazimierza Marcinkiewicza nie odpowiedziała na moje pismo, a Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich Andrzeja Zolla mataczyło w licznej korespondencji, by w końcu powiedzieć ustami referenta używającego kryptonimu czy nazwiska "Przystolik" , że każdy mój kolejny list wyrzucony zostanie do kosza. Wyjaśniem , że to Koncelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w korespondencji z 30 października 2005 roku zasugerowała mi zwrócenie się do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich.
Trudno jest szukać sprawiedliwości w Ojczyźnie, kiedy na posadzie wiceministra sprawiedliwości zatrudniony jest wciąż w Polsce syn żydokomunisty Romana Kryże, Kata Narodu Polskiego, sędziego Sądu Najwyższego w PRL-u. Wiceminister Andrzej Kryże nie ustosunkował się przecież jeszcze publicznie do zbrodniczej przeszłości swojego ojca, jak zrobili to w Niemczech synowie oprawców nazistowskich. Nie wyciągnął oczekiwanych przez Polaków wniosków, a premier Jarosław Kaczyński zdaje się nie korzystać z internetu, w którym jak każdy Polak mosze z łatwością odnaleźć te same nazwiska na liście Morderców Polaków, żydowskich komunistów, zwyrodniałych zbrodniarzy w aparacie represji, terroru i ludobójstwa PRL co i na liście płac najwyższych urzędów w IV Rzeczypospolitej, albo i na listach KOR-owców i współpracowników KOR-u.
A internet dzisiaj podłączony jest w każdej wiejskiej szkole i każde polskie dziecko może wpisać do wyszukiwarki hasło: polonica, mordercy Polaków. Z jednego tylko adresu internetowego wyczyta, że byli to m.in.: Oswald Sznepf - sędzia WSR Rzeszów, ppłk. Maksymilian Lityński - Lifszyc - prokurator WPR Warszawa, zastępca Naczelnego Prokuratora Wojskowego do spraw szczególnej wagi, kpt. Florian Kirschke - sędzia WSR Lublin, gen. Henryk Toruńczyk - 1944 dowódca Brygady Wojsk Wewnętrznych, poprzedników KBW, mjr. Zbigniew Safian, ppłk. Małachowski w Biurze Studiow MON , ppłk. Eugeniusz Wyszkowski, Główny Zarząd Informacji, Adam Meller - pracownik Informacji Wojskowej, a następnie dyplomata do roku 1968, płk. Marian Cimoszewicz - Goldstein - oficer IW w Wojskowej Akademii Technicznej, i wielu, wielu innych.
Trudno jest Polakowi zapytać żyda Andrzeja Kryże, czy jego ojciec Romana Kryże nie skazał przypadkiem mojego ojca na więzienie, żeby nie być zaraz samemu posądzonym jak nie o antysemityzm to o semityzm, albo o jakiś pistolet, ubowca w rodzinie, albo o działalność z pobudek kryminalnych.
A tak właśnie zostałem potraktowany ostatnio przez Urząd do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, którego kierownik nosi takie samo nazwisko co żydokomunista ppłk. Juliusz Krupski - sędzia wojskowy, sędzia NSW i szef wydziału w NSW a także nosiła kiedyś podrzucona przez Niemców do St. Petersburga tym samym pociągiem co Lenin żydówka Nadieżda Krupska.
Mówię zaś o tym nie po to, żeby dokuczać żyjącym, czy żeby ruszać zmarłych, lecz żeby wskazać dobitnie na to, że opłacany jako specjalista w Warszawie, zatrudniony w tymże urzędzie Piotr Maksymowicz nie może bezkarnie przysyłać Polakowi do Frankfurtu nad Menem listów poleconych za potwierdzeniem odbioru, jak ostatnio list z 2 maja 2007 roku / Nr DO III/ KO817/ K-1204703/2/2007, w którym dowody na swoje matactwo Maksymowicz dowolnie wymieszał z dowodami złej woli oszusta i krętacza, a mówiąc po żydowsku i wprost - ze swoim szachrajstwem.
Piotr Maksymowicz wykorzystując zajmowane stanowisko podtrzymał w piśmie z 2 maja 2007 roku swoją własną decyzję z 6 marca 2007 o odmowie przyznania mi uprawnień kombatanckich. Decyzji odmownej jakiegokolwiek urzędu w jakiejkowlwiek sprawie obywatel nie musi wcale rozumieć; wystarczy, że ma ją zaakceptować, bo taki jest porządek tego świata rzeczy. Takie jest bezprawie w IV Rzeczypospolitej obsadzonej na najwyższych urzędach przez KOR-owców, którzy podając się za demokratów i antykomunistów, pozwalają na to, żeby rodziny ofiar górników z kopalni WUJEK, zamordowanych bestialsko na rozkaz żydokomuny, na rozkaz generałów tzw. Ludowego Wojska Polskiego i żydowskiej Służby Bezpieczeństwa, włóczone były po sądach przez 17 lat w poszukiwaniu prawa i sprawiedliwości, a kagiebowca Wojciecha Jaruzelskiego prezydent Rzeczypospolitej Lech Kaczyński nie pozbawił jeszcze stopnia generała, orderów, niesłusznie pobieranej emerytury i bezprawnie zajmowanego w Warszawie domu przy ulicy I kara , który to dom zajmuje Jaruzelski, a nie Polak Roman Przedpełski, który jest prawowitym właścicielem tego domu, a tylko musiała rodzina Przedpełskich wyemigrować z Polski do Ameryki.
W moim piśmie z 20 marca 2007 roku do Janusza Krupskiego, Kierownika Urzędu do spraw Kombatantów i osób Represjonowanych wnosiłem o odwołanie Leszka Czajkowskiego z zajmowanego stanowiska. A w swoim Oświadczeniu uzasadniłem szczegółowo powody, dla których zademonstrowana przez niego stronniczość nie pozwala mu na rozpatrywanie wniosku Polaka o uznanie za osobę represjonowaną przez żydokomunistyczny aparat terroru w PRL. Zwracając się o ponowne rozpatrzenie mojego wniosku wnosiłem uprzejmie o nie powierzanie w przyszłości tak poważnych spraw, jak utrzymywanie korespondencji z osobami represjonowanymi przez żydokomunistyczny aparat terroru w ręce osób stronniczych.
Z przykrością muszę zauważyć, że Minister Janusz Krupski otoczony jest sronniczymi osobnikami manifestującymi antypolskie zacięcie. Jeśli bowiem można jeszcze zapisać na konto typowego, niepolskiego niechlujstwa przytaczanie przez Maksymiuka, że Stefan Kosiewski "...we wniosku oraz dołączonych przez niego dokumentach wskazał, że w latach 1977-1960 (sic!) prowadził w PRL opozycyjną działalność..." (strona 2 z 3) a także nikczemną "podmiankę" imienia i nazwiska wnioskodawcy, ze Stefan Kosiewski na "Józef Romański" (Strona 2 z 3), co dla Goldberga i Rotszwanca mówi tyle, że to przecież nie ma żadnego znaczenia, co się tam wstawi w miejsce imienia i nazwiska, bo o nic i o nikogo się nie chodzi, to należy stanowczo zaprotestować przeciwko złośliwemu powtarzaniu przez robiącego za urzędnika w IV Rzeczypospolitej Maksymiuka fragmentu wyroku Sądu Rejonowego w Sosnowcu, który skazał mnie w 1978 roku za rzekome pobicie podstawionych przez Służbę Bezpieczeństwa ludzi, którym udowodniłem na rozprawie w dniu 16 marca 1978 roku, że są oficerami Służby Bezpieczeństwa i jeden z nich, Zbigniew Stupak przyznał do protokołu, że jest pracownikiem Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej.
Piotr Maksymowicz nie przytoczył w swoim uzasadnieniu wspomnianych powyżej okoliczności,
o których poinformowałem w internecie 20 marca 2007 roku. Urząd do spraw Kombatantów odpowiedział mi natomiast pismem z datą 28 marca 2007 roku ( DO VII /KO423/056/49/1/07) następującymi słowami: "Pan Stefan Kosiewski Postfach 800626, 65906 Frankfurt am Main (bez: szanowny panie) W nawiązaniu do Pańskiej korespondencji nadesłanej do Urzędu w dniu 20 marca 2007 roku drogą elektroniczną...", i tym samym Urząd dał dowód, że Departament Orzecznictwa korzysta z internetu jak dzieci na Kurpiach we wiejskiej szkole w Lemanie, które piszą na swojej stronie internetowej, pełnej bogatych treści patriotycznych, że przydałby się im dobry cyfrowy aparat fotograficzny , więc przy okazji apeluje się tu do patriotyzmu urzędników ministra Giertycha, bo przecież w ministerstwach to tych różnych aparatów pełno.
ustawa jest zła i należy ją zmienić, inicjatywa winna wyjść od Prezydenta RP, który złoczyńcom komunistycznym
Piotr Maksymowicz powtórzył bezkrytycznie z aktu oskarżenia sprzed 30 lat niestworzone rzeczy, która zarzucała mi prokuratorka w PRL-u, a nie pomyślał, jakie to głupie, bezmyślne i bezczelne jest takie plucie na Polaka pod wiatr. Powiadomiłem przecież wyraźnie, i jest to napisane w wyroku, że sędzia zdjął ze mnie zarzut działania z pobudek chuligańskich.
Ujął to w punkcie 1. orzeczenia na piśmie. Dlaczego Maksymowicz pomija ten zasadniczy dla orzeczenia sądu fakt i pluje się? Czy gdyby sędzia w 1978 roku, po 5 godzinach rozprawy (z przerwą na obiad), przy całym komforcie swojej pracy w PRL-u miał przed sobą inny, niż jasny, obraz pobitych po twarzy i skopanych oficerów Służby Bezpieczeństwa przez 24-letniego szczupłego poetę, studenta 4 roku Filologii Polskiej organizującego swoje środowisko w akcie solidarności ze śmiercią zabitego w Krakowie studenta Stanisława Pyjasa, to czy zdjąłby z tego człowieka zarzut chuligaństwa?
W normalnym państwie, na całym świecie, w każdym urzędzie istnieje instytucja domniemania prawdy. Zakłada się, że oświadczenie Obywatela składane w urzędzie polega na prawdzie i na tej podstawie podejmuje się decyzje korzystne dla tego obywatele i zgodne z prawem. W każdym normalnym, demokratycznym państwie świata, każdy urzędnik opłacany co miesiąc z kasy podatnika, zakłada, że Osoba, która się do niego zwraca w jakiejś sprawie, jest osobą uczciwą, normalną i jej oświadczeń urzędnik nie podważa, bo jest normalnym urzędnikiem w normalnym państwie, a nie osobą zatrudnioną do odrzucania wniosków składanych przez obywateli i do podważania według własnego widzimisię wiarygodnych oświadczeń składanych przez tych obywateli.
Piot Maksymowicz z Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych nie jest normalnym urzędnikiem, w przedstawionym rozumieniu, bo cieszy się najwyraźniej, że coś jednak w wyroku orzeczonym 30 lat temu znalazł niekorzystne dla pana Stefana Kosiewskiego, i pisze: " Sąd skazał Stefana Kosiewskiego na karę łączną 3.000 zł grzywny z zamianą w razie nieuiszczenia na karę zastępczą jednego miesiąca pozbawienia wolności, zasądził zadośćuczynienie na rzecz pokrzywdzonych oraz orzekł o kosztach".
Kto się zwraca z wnioskiem do urządnika Piotra Maksymowicza? O jakich nawiązkach ten człowiek mówi?
Należy przypuszczać, że tak jak nie każdy urzędnik wie, że kwitnący w tych dniach na biało holunder, czarny bez, "sambucus nigra" porastający skraje łąk, obecny w polskich ogrodach, nad oknami, płotami, przy drewnianych domach, sadzany był dla kwiatów i owoców, z których sok dobry jest..., ale i dlatego, że Germanie wierzyli, iż jest on ulubionym drzewem bogini Hola, opiekunki gospodarstwa i domu, a Polacy opowiadali, że pod tym to drzewem Matka Boża zrobiła sobie odpoczynek uciekając do Egiptu.
Stefan Kosiewski oświadcza, że odszkodowań zasądzonych 16 marca 1978 roku na rzecz rzekomych pokrzywdzonych nigdy w życiu nie spłacał z jednej, prostej przyczyny: to Pan Stefan Kosiewski był pokrzywdzony przez Służbę Bezpieczeństwa jak jego Ojciec był pokrzywdzony przez Urząd Bezpieczeństwa, a ubowcy występujący w tym pięciogodzinnym spektaklu w roli pokrzywdzonych nigdy później nie wystąpili o zapłatę zasądzonych sum. Mieli widać więcej przyzwoitości, niż tzw. urzędnicy zatrudniani w Urzędzie ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych w kierowanej przez KOR-owców IV Rzeczypospolitej.
Podpisujący się z upoważnienia Kierownika Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Piotr Maksymowicz pocza mnie, że jego decyzję odmowną mogę zaskarżyć - za jego pośrednictwem - do właściwego, miejscowego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w terminie 30 dni od dnia jej otrzymania. Jaki Sąd Wojewódzki w Polsce jest właściwy i miejscowy dla Frankfurtu nad Menem tego nie należy pozwalać ustalać bezczelnemu typowi pozbawionemu przyzwoitości, którą wykazywali się w czasach Gierka oficerowie Służby Bezpieczeństwa, a której nie ma dzisiaj szwendająca się po pijanemu w klinice okulistycznej w Katowicach jego córka, która bierze tam pieniądze nie za to, żeby leczyć swój alkoholizm, lecz żeby operować po trzeźwemu ludzi.
Dlatego też m.in. nie wspominamy tutaj nazwisk tamtych ubowców, gdyż nie chodzi o to, żeby tylko jątrzyć, ale o to, że w piśmie z 28 marca 2007 roku Naczelnik Wydziału VII Departamentu Orzecznictwa Pani Urszula Olech uprzejmie i rzeczowo wskazała, iż "analiza nadesłanego materiału dowodowego wykazała, że prześladowania, których Pan doświadczył, nie zostały zaliczone przez ustawodawcę do kategorii represji, stanowiących podstawę nabycia uprawnień kombatanckich, o których mowa w cytowanej ustawie".
Szanowna Pani Naczelnik,
ustawa jest zła i należy ją zmienić, inicjatywa w tej sprawie winna wyjść od Prezydenta Rzeczypospolitej, który też złoczyńcom komunistycznym w mundurach powinien zabronić używania miana kombatanta.
W Polsce wolnej i demokratycznej za kombatanta i ofiarę represji komunistycznych - zgodnie z tą złą ustawą - nie mogą być uważani m.in.: Janusz Krupski z Lublina, którego podobno ubecja czymś tam polała, tylko nie wnikajmy proszę, co na ten temat plecie Piotr Maksymowicz. Pomyślmy lepiej, że w Słupsku były działacz Solidarności Tadeusz Wołyniec, pobity niegdyś przez oficerów, dał się zasugerować prokuratorom z IPN, podał ubowców w IV Rzeczypospolitej do sądu i przegrał sprawę już w drugiej instancji, bo sąd orzekł, że ubowcy nie przekroczyli uprawnień.
Szanowna Pani Naczelnik,
wymagane obowiązującą ustawą oświadczenia dwóch świadków o pozostawaniu przeze mnie w PRL-u bez pracy z przyczyn politycznych składałem już w stanie wojennym dla potrzeb Terenowej Komisji Rozjemczej w Katowicach, która miała rozpatrywać mój pozew przeciwko Urzędowi Miejskiemu w Katowicach:
Dowód: Oświadczenie red. Stanisława Piskora (tygodnik „Poglądy”) Oświadczenie red. Andrzeja Babuchowskiego (tygodnik „Katolik”) Oświadczenie red. Jana Stachowskiego (Wydawnictwo „Śląsk”). http://rpo.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?155995
Dokumenty te powinny chyba być w Polsce w jakimś archiwum. Jestem urzędowo uznanym emigrantem politycznym w Niemczech. Spotykam się z wieloma ludźmi na różnych pozycjach. Patrzę udziom prosto w oczy, nie kłamę, nie mam nic do ukrycia. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że jakiś urzędnik, i to akurat z Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, może bez powodu chcieć poddawać w wątpliwość to, co mu się oświadcza po dobroci. Bardzo mi przykro, że jest Pani zmuszona współpracować z takimi ludźmi. Szczerze współczuję Pani z tego powodu.
Subject: wniosek do premiera Jaroslawa Kaczynskiego, na zadanie strony, Stefan Kosiewski, Frankfurt nad Menem
Niniejszym składa się wniosek do premiera Jarosława Kaczyńskiego o oczyszczenie Urzędu do spraw Kombatantów ze stronniczych osób. I o ponowne zajęcie się wniesioną przeze mnie sprawą.
DZIAŁ II
POSTĘPOWANIE
Rozdział 1
Wszczęcie postępowania
Art. 61. § 1. Postępowanie administracyjne wszczyna się na żądanie strony lub z urzędu.
§ 2. Organ administracji publicznej może ze względu na szczególnie ważny interes strony wszcząć z urzędu postępowanie także w sprawie, w której przepis prawa wymaga wniosku strony. Organ obowiązany jest uzyskać na to zgodę strony w toku postępowania, a w razie nieuzyskania zgody - postępowanie umorzyć.
§ 3. Datą wszczęcia postępowania na żądanie strony jest dzień doręczenia żądania organowi administracji publicznej.
§ 4. O wszczęciu postępowania z urzędu lub na żądanie jednej ze stron należy zawiadomić wszystkie osoby będące stronami w sprawie.
§ 1. Podania (żądania, wyjaśnienia, odwołania, zażalenia) mogą być wnoszone pisemnie, telegraficznie lub za pomocą dalekopisu, telefaksu, poczty elektronicznej...W sprawach, w których prawa lub obowiązki stron wynikają z tego samego stanu faktycznego oraz z tej samej podstawy prawnej i w których właściwy jest ten sam organ administracji publicznej, można wszcząć i prowadzić jedno postępowanie dotyczące więcej niż jednej strony.
Twarze Bezpieki Uniwersytetu Sląskiego: tw IREK, Prof. Ireneusz OPACKI, tw ZBYSZEK Marek PYTASZ, tw. Lester, Wojciech KALAGA
Zgodnie z rozporządzeniem z dnia 29 września 2005 w sprawie warunków organizacyjno-technicznych doręczania dokumentów elektronicznych podmiotom publicznym Urząd Gminy w Kowalu poświadcza co następuje:
Dziękujemy za Twój e-mail. Zostało utworzone nowe zgłoszenie.
Thanks for your e-mail. A new ticket has been created.
Napisałaś/eś / You wrote:
> > ----- Original Message ----- > From: NSZZ SOLIDARNOĹ?Ä? UĹ? > To: sowa-frankfurt@t-online.de > Sent: Thursday, October 04, 2007 7:55 AM > Subject: Re: sowa magazyn europejski pan Krauze ulegl, pani K. wypadla; nevermore; polska-chiny@; Wicekonsul Szydlo; Kremer do Italii; Rabbi Arthur Waskow; Stan Piechula; Krzysztof Pytel; M.L. 11/99 Stefan Kosiewski: Rynek ksiazki w Niemczech http://de.groups.yahoo.com/group/sowa-frankfurt/message/879
Odpowiedź otrzymasz tak szybko, jak to tylko możliwe, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Your e-mail will be answered by a human as soon as possible, if needed.
dzieki, bo dzięki wskazanemu linkowi dowiedziałem się, że dobrze zorganizowana grupa ludzi używająca nazwy: Senat Uniwersytetu Sląskiego podjęła 25 września 2007 r. haniebną Uchwałę bezprawnie sprowadzającą do jednego, nikczemnego ogólnika złożoną historię wielkiego poligonu doświadczalnego Służby Bezpieczeństwa, jakim był i na długie lata jeszcze pozostanie Uniwersytet Sląski w Katowicach.
Dawniej raporty bywały syntetyzujące, a badania wnikliwe; dzisiaj fundusze przeznacza się na drukowanie obszernych raportów, których nikt nie będzie czytał (finansuje się tak kochanki autorów i wydawców tych niechcianych książek), a nie ma pieniędzy na badania naukowe, rozmowy historyków z ofiarami Służby Bezpieczeństwa, studentami wyrzuconymi z Uniwersytetu Sląskiego "za postawę niegodną studenta PRL", zesłanych na emigrację polityczną, na Nieludzkie Wyspy Samotne.
A czy zastanowił się już ktoś w Katowicach, ile potrzeba środków finansowych i środków bezpieczeństwa, żeby Polaków, życiowych rozbitków wyrzuconych ze studiów w wyniku prowadzonych akcji Służby Bezpieczeństwa, ściągnąć do Katowic przed oblicze senackiej Komisji Historycznej z końca świata, żeby mogli powiedzieć to i owo, dać asumpt do ożywienia życia zawodowego prokuratorów, którzy z urzędu winni się zająć ściganiem zbrodni komunistycznych, bo póki są jeszcze ofiary zbrodniczych działań przeciwko Narodowi Polskiemu, to mogą więcej powiedzieć niż akta z IPN-u, o kapusiach i bandach, którym się wydaje, że wystarczy, jak się zbierze jakaś komisja i powstanie raport: "Bla, bla, bla".
Pieniądze na naukę rozdziela w Polsce Minister Szkolnictwa Wyższego i Nauki, więc taki Wojciech Kalaga (używane za SB pseudonimy: LESTER) zatrudniony na US-iu za profesora od angielskiego z niejednej ręki już jadł, bo ministrowie się zmieniają kadencyjnie, a moralność Kalagi jest niezmienna, żydokomunistyczna, marksistowsko-leninowsko-trockistyczno-postmodernistyczna.
Ministrowie zmieniają się na dniach, a nie wiadomo, czy na dobre. Nie wiadomo, czy odejdzie też Podsekretarz Stanu dr Olaf Gajl, który tak nas przeraził informacją wysłaną z datą 29 października 2007 roku i zawieszoną na oficjalnej stronie Ministerstwa, że o mały włos a nie naraziłem się na brak zrozumienia ze strony Pewnej Stałej Czytelniczki sowy, która tak poczuła się do żywego dotknięta użytą w sowie dla ilustracji niesamowitą a prawdziwą historią ginekologa, któremu w Łodzi administrator sieci bezczelnie blokuje dostęp w internecie do infomacji naukowych na temat nowych sposobów leczenia raka szyjki macicy, bo słowo macica wpisuje przygłup do zbioru ujętego w katalogu SPAM, co ma jak AIDS genezę angielską, a pochodzenie niejasne i trzeba mieć chyba serce biednej, albańskiej Cyganki jak Matka Teresa, żeby pochylić się nad takim. Przedstawicielka Polonii, która zadzwoniła, by zapytać o możliwość praktycznej eksploatacji tematu "informatyk od stu boleści w klinice zabezpieczonej przez służby specjalne KOR-owca", zmuszona została wysłuchać, że ta klinika użyta w sowie to taka róża przypięta do urzędowych sortów Ministerstwa.
Dla jasności powiem już wprost: może dajmy na to emerytowany pułkownik wojska peerelu Makowiecki Edward przysyłać majla o treści " rozsyłasz wirusy w jakim to czynisz celu?", bo nie każdy emerytowany pułkownik musi przecież wiedzieć, że wirusem nie zarazi się na odległość od osoby, która do niego nic nie wysyłała, a po to są programy antywirusowe i szczepionki, żeby chronić komputer od Złego, które potrafi ubrać się w owczą skórę cudzego adresu internetowego.
Tymczasem zatrudniony za Wiceministra Nauki Najmądrzejszej Rzeczypospolitej w XXI wieku dr Olaf Gajl ma takie samo pojęcie o sposobach używania internetu jak emerytowany pułkownik, którego za niesubordynację wyrzucono z partii komunistycznej, czego nie może najbardziej odżałować. Zaś żeby lepiej dojrzeć sprawę, nad którą zabajani przez Ministra pochyliliśmy czoła, powiedzmy jasno tak: dzieci w szkole podstawowej w Polsce i w innych państwach Unii Europejskiej, jeżeli chcą mieć w internecie dostęp do jakiejkolwiek gry, to rejestrują się najpierw, zakładają sobie login i hasło, a potem już po prostu logują się do serwera, a ten rozpoznaje je jako swoje.
Czy w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego Podsekretarz Stanu nie miał przed odejściem głowy na karku, żeby zapytać choćby woźnego w szatni ministerstwa o tę parę kaloszy? Czy może dr Olaf Gajl miał lufę na karku, że podpisał własnoręcznie brednie o blokowaniu przez Ministerstwo finansowania 34 konkursów projektów tylko dlatego, że Rektorzy i Senaty Wyższych Uczelni w Polsce nie mają w systemie informatycznym Ministarstwa Nauki możliwości prostego zalogowania się jak każdy Polak bez podstawówki na zwykłym czacie, kiedy chce spytać Małysza, czy skoczy dla Polski po puchar? Czy nie może taki Rektor albo i Senat US-iu zapytać w Ministerstwie o swoją działkę finansowania Polskiej Nauki po zwykłym zalogowaniu się do systemu?
Czy muszą kierownicy placówek badawczych nawiązywać łączność w internecie z Ministerstwem Nauki w sposób wskazany przez Ośrodek Przetwarzania Danych OPI w Warszawie, a zatwierdzony podpisem dr Olaf Gajl? Przypomnijmy: Minister nakazał, by każdy majl przychodzący z adresu: osf_administracja@opi.org.pl traktować na serio i brać z poważaniem, jak pułkownik Makowiecki potraktował informację o złapaniu wirusa przez jego program antywirusowy.
Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Nauki Polskiej XXI wieku ma odejść do lamusa, a żeby już więcej nie zasłaniało się jego nazwiskiem ZŁO, wystawiamy czerwoną kartkę dla tego zawodnika wyjaśniając, że ta czerwona kartka z napisami po niemiecku to informacja dla dorosłych i dla dzieci, dla czytelników Biblioteki Miejskiej we Frankfurcie, z oznakowaną krzyżykiem filią w dzielnicy Sachsenhausen, gdzie Polacy przychodzą tłumnie na każdą mszę. Chodzi o dostęp do informacji o zasobach katalogów, o zamawianie książek online, przedłużanie przez internet już wypożyczonych książek.
Drogi Panie Janku,
odeszliśmy tak od tematu złoczyńców na Uniwersytecie Sląskim, a zajęliśmy się podpowiadzeniem nowym ministrom Tuska genialnej decyzji w zakresie innowacyjności systemu finansowania Nauki Polskiej. Pragnę wierzyć, że zapewni to płynność przepływu strumieni finansowania Nauki Polskiej, zaś Autor tego pomysłu nie zostanie po raz kolejny bezczelnie okradziony z pomysłu, czyli własności intelektualnej, lecz poproszony zostanie do dzielenie się dobrą radą, za wynagrodzeniem jak przystało. Wtedy będę chciał poprosić Pana o spotkanie, bo Zadaniem dla Polaków na dzisiaj i na przyszłość nie będzie Anty-działalność (prowadzenie wyimaginowanej walki z korupcją, ubowcami, złodziejami, utytułowaną hołotą), lecz twórcza praca dla Polski w Zespołach Mądrych Ludzi, bez niegodnych podejrzeń o niezdrowe myśli, bez ulegania niewłaściwym kolegom. Na Uniwersytecie Sląskim oraz jak Polska długa i głęboko zamoczona w haniebną przeszłość, z którą nie umie poradzić sobie Episkopat, to czy będzie umiał Senat Uniwersytetu, który do kościelnych nie należał?
dziękuję serdecznie za Pańskie pismo z 17 maja 2007 r., w którym informuje Pan o pracach nad nowelizacją Ustawy o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego.
Bardzo wiele osób jest głęboko skrzywdzonych w naszej Ojczyźnie przez komunistycznych złoczyńców. Cierpi Naród Polski, wiele Polek i Polaków czeka na to, żeby Państwo Polskie orzekło wreszcie, co jest czym. W Magdalence i przy tzw. okrągłym stole postawiono na kłamstwo, na przemilczenie strasznych faktów z nieludzkiej rzeczywistości, żeby złoczyńcy mogli wyjść na swoje.
Teraz Polacy mają nowu się dowiedzieć, że komuniści sprzedali Polskę, a srebrniki ukryli na kontach w bankach szwajcarskich. A przecież nie tam mieli swoich mocodawców i przyjaciół, nie tam czuli się najbezpieczniej, nie w tamtym kierunku jeździli na szkolenia, na których uczyli się, jak samemu zakładać banki, by obrabować Naród. Moskwa nie chce rozmawiać z Rodzinami Ofiar z Katynia, a Warszawa nie ma zrozumienia dla Rodzin Ofiar z Wujka. Przesyłam w załączeniu fotografię budynku stojącego w Katowicach przy ul. Bankowej, w którym Rzecznik Dyscyplinarny Rektora Uniwersytetu Sląskiego przesłuchiwał mnie w 1977 roku, bo zainicjowałem w Sosnowcu małą akcję protestacyjną, bez większego znaczenia, ale moje koleżanki oraz koledzy zaczęli już zbierać podpisy w naszym środowisku. Było to na papierze i na znak protestu, miało służyć Wolności Obywateli, budowaniu niezależnego środowiska, zostało przeze mnie wysłane w różne miejsca.
Powiedziałem temu człowiekowi, że nie mam złudzeń, wiadomo mi o tym, że on ma wyrzucić mnie ze studiów, bo to jest akcja represyjna Służby Bezpieczeństwa w stosunku do mojej osoby. Wtedy ten człowiek z cenzusem zapytał mnie, czy ma to zaprotokołować, co powiedziałem. Zaskoczony jego grą zapytałem: - A co pan radzi? Na to on wzruszył ramionami. Nie dostrzegłem wtedy potrzeby utrwalania przez niego prawdy w protokole mojego przesłuchania. Zrodziła się myśl, że jeśli da się spokój, to oni też dadzą, ale tak się nie ziściło.
Nie zrealizowała się też w moim przypadku wizja poetycka Czesława Miłosza, którą autorzy akedemickiego podręcznika "Zarys Poetyki" przemycili doń razem z całym analizowanym tekstem poematu zatytułowanego " Walc", wyrażona w słowach:
(...) Jest rzeka na wpół lodami przykryta I niewolnicze na brzegach pochody, Nad siną chmurę, ponad czarne wody W czerwonym słońcu, błysk bata.
Tam, w tym pochodzie, w milczącym szeregu, Patrz, to twój syn. Policzek przecięty Krwawi, on idzie, małpio uśmiechnięty, Krzycz! W niewolnictwie szczęśliwy.
Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica, Za którą się uśmiech pogodny zaczyna, I mija tak człowiek, i już zapomina, O co miał walczyć i po co (...).
Nasze protesty, potyczki w PRL-u z góry były skazane na przegraną, a jednak podejmowaliśmy je. Nie dlatego, że nie potrafiliśmy realnie określić swoich szans. Decydowaliśmy się na sprzeciw także dlatego, aby nie zapomnieć, żeby trwać. "Zeby naszym dzieciom żyło się lepiej" - jak mówił Arbuzow w "Mieście o świcie", jednoaktówce, którą wystawiłem wespół z innymi w sosnowieckiej szkole średniej. Tymczasem dzieci nasze w Katowicach zamiast rozczytywać się w "Obronie Sokratesa" dostają do czytania w gazecie uniwersyteckiej tego samego uniwersytetu, któy już raz okazał się obłudny i nieludzki, dyrdymalki faceta, który bierze w obronę kapusia kapuścińskiego zamiast szczerze wyznać, dlaczego wnioskował, żeby mu przyznać doktorat honoris causa.
Przepraszam, jeżeli poszedłem gdzieś za daleko w moich pismach wysyłanych także na adres Pana Ministra. Zapewniam, że nie miałem innych intencji, niż wyrażone powyżej. Od 1982 roku przebywam w Niemczech jako azylant, oficjalnie uznany emigrant polityczny. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę należał w Polsce do grupy beneficjentów jakichkolwiek świadczeń z mocy tej, czy innej Ustawy. Zajmuję swoje miejsce po właściwej stronie.
JAN IWANEK: Nie zabiegał o możnych tego świata, nie zabiegał o wywiady z nimi, stronił od politycznych salonów. Interesował go nie rządzący, ale rządzony. Dlaczego Kapuściński, cóż takiego zrobił dla naszego Uniwersytetu? - pytano mnie w czasie przygotowań do nadania mu doktoratu honoris causa. Dla Uniwersytetu jako instytucji nic. Dla wielu pracowników i studentów bardzo wiele - odpowiadałem. Pisarstwo Ryszarda Kapuścińskiego tkwi w nas, w umysłach kilku już pokoleń. U wielu kształtowało: postrzeganie świata, uczyło wrażliwości na innych, myślenia w innej, globalnej przestrzeni i wybrania z różnorodności tego, co w czasach współczesnych najważniejsze. Taką umiejętność posiadło niewielu. A ponadto, dla świata Uniwersytetu, Kapuściński...
Dzazik: - Lepszy wykład z profesorem, bądź doktorem, który ma komunistyczną przeszłość, niż z młodym doktorem, który takowej nie posiada i wykład czyta z książek.
Comeback: - A mnie interesuje czy wykładowca, z którym mam zajęcia był w PZPR lub czy współpracował z SB. Analogiczna sytuacja jest z przynależnością do Solidarności. Ci ludzie w znaczący sposób kształtują moją wiedzę i postawę intelektualną. A nie chcąc zostać zbyt mocno zmanipulowanym intelektualnie chcę mieć, jako krytyczny student, lepszy punkt weryfikacji podawanych mi przez nich informacji.
dotyczy: Izabela Rygielska, uzywanie internetu w pracy do zaspokajania niezdrowych, prywatnych potrzeb, w celu narazenia na straty NSZZ SOLIDARNOŚĆ i UŚ
3. Izabela Rygielska wlaczyla mejl liberal6@poczta.onet.pl do skrzynki pocztowej na Uniwersytecie Slaskim, a nie ustalila, przez jakiego pacjenta/ tajną sluzbę uzywany jest adres liberal6@poczta.onet.pl
4. Izabela Rygielska pomowila karalnie o rozsylanie wirusow serwer yahoo w USA, ktory obsluguje adres sowa-frankfurt@googlegroups.com
W związku z powyższym zawiadamia się o niniejszym 15 tysięcy Czytelników serwisu internetowego Magazynu SOWA , a Gmina Kowal może wprowadzić niniejszą korespondencję do Rejestru Korespondencji bez dalszego zawracania pytań
Stowarzyszenie Europejskie PONS GAULI działa od stycznia 1999 Numer KRS 0000041549 Sąd Rejonowy w Katowicach, Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego Regon 276626116 NIP 634-23-45-722
Steuernummer 47 250 9479 1 KO9 Polnischer Schulverein "OSWIATA" in Frankfurt am Main e.V. gegr.: 1992 BLZ 500 502 01 Frankfurter Sparkasse Konto-Nr. 128 995 321
Der Verein ist gemeinnützig anerkannt. Beiträge und Spenden sind steuerabzugfähig. Eine Spendenbescheinigung wird zugesand
Prezes Zarządu/Vorsitzender: Stefan Kosiewski
Stowarzyszenie Europejskie PONS GAULI Bank BPH / Bank PBK Oddział w Katowicach 10601220-320000582105
Subject: Re: sowa magazyn europejski pan Krauze ulegl, pani K. wypadla; nevermore; polska-chiny@; Wicekonsul Szydlo; Kremer do Italii; Rabbi Arthur Waskow; Stan Piechula; Krzysztof Pytel; M.L. 11/99 Stefan Kosiewski: Rynek ksiazki w Niemczech
Bardzo proszę o usunięcie mojego adresu z listy. I nie zaśmiecanie skrzynki. Dziękuję
Odpowiedź otrzymasz tak szybko, jak to tylko możliwe, jeśli zajdzie taka potrzeba. Your e-mail will be answered by a human as soon as possible, if needed. -- Zespół SOS UŚ SOS UŚ Team
Dziennik 25.07.2007
usadzonym przez SB u władzy, kolejne dwa lata nie udałoby się bajki o dekomunizacji i deubekizacji utrzymać
Dlaczego teraz wybory - 1 nowych ---------------------------------- Bo Kalksteinom-Kaczyńskim, usadzonym przez SB u władzy, kolejne dwa lata nie udałoby się bajki o dekomunizacji i deubekizacji utrzymać. boukun - Pt 5 Paź 2007 02:38
Bogdan Widera czyli TW Andrzej nr ewidencyjny 56772
Znany śląski dziennikarz i publicysta m.in. „Gościa Niedzielnego” i „Śląska”. http://slask.naszemiasto.pl/slaskie_abecadlo/specjalna_artykul/17346.html
Felietonista, twórca nagradzanej w wielu konkursach postaci Jarosława Starzyka „emeryta, idealnego kronikarza PRL po stanie wojennym”.
Dzisiaj z zainteresowaniem przysłuchiwał się konferencji zorganizowanej przez IPN (http://tinyurl.com/39qkcl) „Wolne Związki Zawodowe z perspektywy 30 lat”. Dziennikarz został zwerbowany przez ppor. Wiktora Czuczę z wydziału IV SB w Katowicach.
Widera zgodził się na współpracę, bo bał się – jak pisał Czucza - „ujawnienia kompromitujących faktów w miejscu pracy”. O co chodziło? Widera został zatrzymany na granicy pod zarzutem drobnego przemytu. Spędził kilkanaście godzin w areszcie milicyjnym. Obawial się więzienia i tego, co może stać się z jego ciężko chorą żoną. Został pozyskany do >>"rozpracowywania działalności przedsiębiorstwa „Księgarnia św. Jacka”[tam wówczas pracował – TS]<<, a jego werbunek esbek uzasadniał tym, iż „B.W. ma bieżący kontakt z figurantami spraw prowadzonych przez SB”.
Werbunku Widery dokonano 20 sierpnia 1984 roku w jego mieszkaniu w Katowicach. Widera – jak wynika z raportu po pozyskaniu - „wyraził chęć współpracy z SB, obrał pseudonim „Andrzej” i podpisał zobowiązanie”.
Agent zrelacjonował na pierwszym spotkaniu charakter pracy w księgarni katolickiej oraz opowiadał obsadzie personalnej wydawnictwa. Bezpieka duże nadzieje pokładała w nowym współpracowniku. W 1984 roku „Ramowy plan zadań dla TW Andrzej” obejmował:
• Kontrolowanie osób zatrudnionych w księgarni św. Jacka pod kątem ich ewentualnych powiązań z członkami ugrupowań opozycyjnych; • Charakteryzowanie produkcji księgarni św. Jacka; • Objęcie kontrolą Stanisława Kruszyńskiego, figuranta SOS Kłodobok; • Udzielenie informacji dotyczących dyrektora księgarni ks. Benedykta Woźnicy z uwzględnieniem jego zachowania w miejscu pracy, planów w stosunku do pracowników, ewentualnych sytuacji konfliktowych; [nawiasem mówiąc ksiądz Benedykt Woźnica - duszpasterz akademicki, należał do Biskupiego Komitetu Pomocy Uwięzionym i Internowanym w Katowicach. Jednocześnie był tajnym współpracownikiem Wydziału IV SB w Katowicach ps. „Wiedeńczyk” nr ewid. 27 754. Donosił m.in. na Kazimierza Świtonia – TS]; • Informowanie o postępach pracy nad nowopowstającą drukarnią diecezjalną w Katowicach; • Przekazywanie informacji na temat komentarzy odnośnie aktualnej sytuacji w kraju; • Informowanie o ewentualnych próbach kolportażu na terenie miejsca pracy literatury bezdebitowej;
Ppor. Jan Kostępski, starszy inspektor Wydziału IV w raporcie z dnia 24 sierpnia 1988 roku pisze:
>>TW Andrzej do współpracy z SB pozyskany został 20 sierpnia 1984 roku. Jako redaktor Gościa Niedzielnego – agendy Kurii Diecezjalnej w Katowicach przekazuje wartościowe informacje pod względem operacyjnym. TW nie jest wynagradzany finansowo, ale jedynie okazjonalnie z okazji urodzin lub imienin upominkiem. […]W związku z wytypowaniem TW „Andrzej” przez Kurię Katowicką na naukę języka niemieckiego do Austrii, wzrośnie jego pozycja w redakcji oraz możliwości operacyjne. W związku z powyższym zwracam się do towarzysza Szefa [szefem Wydziału IV SB w Katowicach był ppłk Waldemar Wiechno – TS] o przyspieszenie wydania paszportu TW ps. „Andrzej”.<<
Bogdan Widera zakończył współpracę z SB 11 kwietnia 1990 roku. Jego oficer prowadzący pisał w raporcie: „W związku z przemianami społecznymi-politycznymi zachodzącymi w kraju TW uznał dalszą współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa za bezcelową”.
TW „Andrzej” donosił m.in. na Andrzeja Grajewskiego oraz bpa. Herberta Bednorza, dziennikarzy i pracowników „Gościa Niedzielnego”. Raportował także na swego sąsiada red. Michała Smolorza rozpracowywanego przez SB w ramach SOR „Mercedes”.
Widera ma status pokrzywdzonego (!) w postępowaniu prowadzonym przez IPN w sprawie bezprawnego zwalniania dziennikarzy w czasie stanu wojennego (tzw. weryfikacja)...
Wiktor Czucza był do 2005 r. kierownikiem ośrodka szkolenia i wychowania OHP w Dąbrowie Górniczej – Łośniu.